Wokół ustawy mającej zabezpieczać socjalnie osoby wykonujące zawód artystyczny debata jest wyjątkowo gorąca. Sama skala dyskusji mówi zresztą wiele o tym, jak artyści są postrzegani przez polskie społeczeństwo. Choć Sejm przyjął już projekt ustawy i skierował go do sejmowej Komisji Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu, zarówno w mediach, jak i wśród polityków trwa spór o sprawiedliwość oraz zasadność proponowanych rozwiązań. Kto tak naprawdę skorzysta z ustawy? Bogaci celebryci czy ludowi rękodzielnicy?
Jakie korzyści ma przynieść ustawa artystom?
Projekt złożony pod koniec maja zakłada przede wszystkim dopłaty do składek ZUS dla osób osiągających niskie i nieregularne dochody. Aby móc skorzystać z tego rodzaju wsparcia, konieczne będzie uzyskanie formalnego statusu „artysty zawodowego”. Według szacunków rządu z takiej formy pomocy mogłoby skorzystać około 20 tys. osób w Polsce. Ustawa uwzględnia specyfikę pracy opartej na projektach, krótkoterminowych umowach i nieregularnych przychodach, która w świecie sztuki i kultury jest niezwykle powszechna. To właśnie z tego powodu wielu artystów przez lata napotyka trudności związane z ubezpieczeniem zdrowotnym, świadczeniami społecznymi czy budowaniem kapitału emerytalnego.
Status artysty zawodowego będzie przyznawany na wniosek osobom, które są w stanie udokumentować swój dorobek i zawodowo zajmują się działalnością artystyczną. Status ten ma być przyznawany na pięć lat, z możliwością przedłużenia nawet do ośmiu lat. Oznacza to, że – wbrew niektórym opiniom – pomoc nie będzie przysługiwała każdemu, kto po prostu nazwie się artystą. System dopłat ma być skierowany do osób osiągających niższe dochody, a próg uprawniający do wsparcia ma wynosić średniorocznie 125 proc. minimalnego wynagrodzenia z ostatnich trzech lat, czyli około 68 tys. zł brutto rocznie. Dzięki dopłatom artyści będą mogli uzupełniać składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, co przełoży się na dostęp do podstawowych świadczeń, takich jak publiczna opieka zdrowotna, zasiłki chorobowe czy urlopy macierzyńskie. Co istotne, środki nie będą wypłacane w formie gotówki, lecz trafią bezpośrednio do ZUS. Rozwiązanie to ma zapewnić ciągłość ubezpieczenia oraz budowę kapitału emerytalnego. Nadzór nad systemem ma sprawować Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej – instytucja powołana na potrzeby ustawy jako pośrednik między państwem a środowiskiem artystycznym.
Sposób finansowania
Wiele osób interpretuje projekt jako „dopłacanie artystom”, rozumiane jako przekazywanie im dodatkowych pieniędzy z budżetu państwa. W rzeczywistości mechanizm działa inaczej. Celem ustawy nie jest finansowanie działalności artystycznej ani wypłacanie świadczeń gotówkowych, lecz umożliwienie artystom dostępu do tych samych zabezpieczeń społecznych, które przysługują większości pracowników zatrudnionych na stabilnych umowach. Państwo miałoby dopłacać brakującą część składek bezpośrednio do ZUS, tak aby ich poziom odpowiadał minimalnemu wynagrodzeniu. To właśnie ten element projektu stał się osią sporu: dla jednych jest próbą naprawienia wieloletnich zaniedbań wobec środowiska artystycznego, dla innych – nieuzasadnionym uprzywilejowaniem jednej grupy zawodowej.
Kto faktycznie skorzysta na ustawie? Na pewno nie najbogatsi
Według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster dla „Super Expressu” 74 proc. badanych nie chce, aby państwo dopłacało artystom do emerytur i składek ZUS. Wyniki badania szybko stały się argumentem wykorzystywanym przez przeciwników ustawy. W Sejmie pojawiły się głosy porównujące sytuację artystów do codzienności przedsiębiorców. Poseł PiS Norbert Kaczmarczyk stwierdził:
„Według badań 80 proc. obywateli opowiada się przeciwko tej ustawie. A dlaczego? Dlatego że przecież w Polsce funkcjonują miliony przedsiębiorców, którzy również mają nieregularne dochody, którzy muszą zadbać o odprowadzanie swoich składek. Trzeba zadać sobie pytanie: czy budżet państwa stać na tego typu finansowanie? PiS ma propozycję, by połowa tego typu projektu mogła być finansowana z opłaty reprograficznej, którą państwo podnieśli rozporządzeniem”.
Choć argument ten może brzmieć przekonująco, nie trafia w sedno problemu, z którym mierzą się osoby wykonujące zawody artystyczne. Porównywanie ich sytuacji do prowadzenia przedsiębiorstwa jest bowiem uproszczeniem. Artyści funkcjonują w specyficznych warunkach rynku kultury i sztuki, często nie prowadząc działalności gospodarczej. Wielu z nich pracuje na podstawie umów cywilnoprawnych lub realizuje pojedyncze projekty, które nie zapewniają stabilności dochodów ani odpowiedniej ochrony socjalnej.
Najważniejszym elementem całego projektu jest jednak fakt, że proponowane rozwiązanie nie dotyczy wszystkich artystów, lecz wyłącznie tych znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji ekonomicznej. Według założeń ustawy wsparcie mogłoby objąć około 20 tys. osób, a więc jedynie część środowiska artystycznego. To znacznie mniej, niż mogłoby się wydawać, gdy słyszymy o „dopłatach dla artystów”, i nieporównywalnie mniej niż liczba przedsiębiorców funkcjonujących w Polsce. Szacuje się, że zawodowych artystów jest w kraju około 62 tys., a ich średni miesięczny przychód wynosi zaledwie 1955 zł. Oznacza to, że ustawa nie jest skierowana do znanych aktorów, celebrytów czy gwiazd estrady – choć właśnie do tej grupy często odwołują się jej przeciwnicy. Jak podkreśla reżyser, scenarzysta i dziennikarz Kamil Czudej, z proponowanego systemu korzystałyby przede wszystkim osoby zajmujące się podtrzymywaniem lokalnych tradycji, rękodziełem, sztuką ludową czy muzyką regionalną. To właśnie oni najczęściej pozostają niewidoczni w debacie publicznej, mimo że ich sytuacja finansowa bywa wyjątkowo trudna. Czudej zwraca również uwagę, że korzystanie z dopłat nie oznacza otrzymywania pieniędzy „do ręki”, lecz udział państwa w finansowaniu składek, które służą budowaniu wspólnego systemu zabezpieczeń społecznych. Przypomina także, że same wakacje składkowe dla przedsiębiorców kosztowały budżet państwa w ubiegłym roku około 3 mld zł. Dlaczego więc ustawa dla artystów – obejmująca znacznie mniejszą grupę osób i generująca nieporównywalnie niższe koszty – budzi aż tak duży sprzeciw?
Odpowiedzi na to pytanie warto szukać nie tylko w ekonomii, lecz również w badaniach socjologicznych dotyczących społecznego postrzegania artystów i pracy twórczej.
Persona non grata: dlaczego nie chcemy wspomagać artystów i kultury?
Pozycja artystów w Polsce przez dekady kształtowała się w cieniu wojny, a następnie komunizmu. W okresie PRL działalność artystyczna rzadko wiązała się z koniecznością samodzielnego funkcjonowania na rynku – twórcy częściej działali w ramach państwowych instytucji kultury. Jednocześnie ich praca podlegała ograniczeniom wynikającym z cenzury i ideologicznych wymogów systemu. W pewnym sensie czas rozwoju wolnej sztuki i kultury w Polsce jest więc stosunkowo krótki. Trzy dekady to niewiele, by kultura mogła na dobre zakorzenić się w społecznej świadomości jako dobro wspólne, należące do wszystkich obywateli, a nie obszar kojarzony z elitami lub dawnym systemem. Transformacja ustrojowa przyniosła twórcom długo wyczekiwaną wolność, ale jednocześnie poddała kulturę logice rynku. W latach 90. wielu aktorów, muzyków czy ludzi mediów osiągnęło rozpoznawalność i sukces finansowy, podczas gdy część społeczeństwa zmagała się ze skutkami przemian gospodarczych. Gdy mieszkańcy byłych terenów popegeerowskich walczyli z bezrobociem i biedą, w przestrzeni publicznej coraz większą widoczność zyskiwały gwiazdy filmu, telewizji i estrady. Dla części społeczeństwa mogło to utrwalić przekonanie, że środowisko artystyczne jest grupą uprzywilejowaną i oderwaną od codziennych problemów zwykłych obywateli.
Dziś jednak takie wyjaśnienie nie jest już wystarczające. Raport „Aktywni i nieobecni” (2026) przygotowany przez Narodowe Centrum Kultury pokazuje interesujący paradoks: Polacy pozostają aktywni kulturowo, lecz coraz rzadziej uczestniczą w kulturze poprzez instytucje i życie publiczne. Kultura jest konsumowana przede wszystkim prywatnie – za pośrednictwem internetu, platform streamingowych czy mediów społecznościowych – i często stanowi jedynie tło codzienności. Możliwe, że właśnie dlatego doceniamy kulturę jako produkt, ale znacznie rzadziej dostrzegamy ludzi stojących za jej powstaniem oraz warunki ich pracy. Wolność artystyczna zdobyta po 1989 roku otworzyła nowe możliwości twórcom, lecz równocześnie zamknęła kulturę w logice rynku, gdzie coraz częściej funkcjonuje ona jak każdy inny towar.
Sprzeciw wobec wspierania artystów może więc wynikać nie tylko z kalkulacji ekonomicznych, lecz także ze sposobu, w jaki współcześnie postrzegamy kulturę. Korzystamy z niej niemal każdego dnia, ale rzadko myślimy o niej jako o efekcie czyjejś pracy wymagającej zabezpieczenia socjalnego. Być może właśnie dlatego łatwiej nam akceptować samą kulturę niż publiczne wsparcie dla osób, które ją tworzą. Źródła:
- https://www.gov.pl/web/kultura/tworzymy-pierwszy-w-polskim-prawie-system-bezpieczenstwa-socjalnego-dla-tworcow-kultury--projekt-ustawy-przyjety-przez-rade-ministrow
- https://www.prawo.pl/kadry/projekt-ustawy-o-zabezpieczeniu-socjalnym-osob-wykonujacych-zawod-artystyczny-po-rzadzie,1545548.html
- https://www.zasp.pl/zasp/aktualnosci/dzieje-sie/
- https://wiadomosci.wp.pl/wiekszosc-polakow-nie-chce-doplat-dla-artystow-najnowszy-sondaz-7294536382388704a
- https://nck.pl/en/badania/aktualnosci/-aktywni-i-nieobecni--pelny-raport-z-badan-kontekstowego-uczestnictwa-w-kulturze?utm_source=chatgpt.com





