Wstecz

„To miejsce nie zasypia. Tu się tworzy.” Rozmowa z Jagą Hupało w jej pracowni - o fryzjerstwie, które jest sztuką, rodzinnej współpracy i twórczej mocy przestrzeni.

Dwie pracownie fryzjerskie w Warszawie, zaangażowanie w sztukę i sprawy społeczne. Jak Jaga Hupało mówi o swoim zawodzie i o miejscach, które na co dzień tworzy wspólnie z rodziną?

„To miejsce nie zasypia. Tu się tworzy.” Rozmowa z Jagą Hupało w jej pracowni - o fryzjerstwie, które jest sztuką, rodzinnej współpracy i twórczej mocy przestrzeni.

Przestrzeń twórcza

💬Tu się nie da spać. To miejsce nie zasypia. Tu się tworzy.

Wiktoria Ozimek, redaktorka naczelna Jobs Door: Może zaczniemy od przestrzeni, trochę nietypowo. Znajdujemy się w starej fabryce koronek, dobrze myślę?

Jaga Hupało, ekspert włosów, założycielka pracowni, stylistka, artystka: Tak, jesteśmy w przestrzeni dawnej fabryki koronek. Pracownia Born to Create pojawiła się na mapie Warszawy 25 lat temu, więc w tym roku świętujemy jubileusz. To ważny moment, również dlatego, że po drugiej stronie Wisły, na Pradze, powstało nasze drugie miejsce – Space of Creation, które również ma bogatą historię; kiedyś mieściła się tam fabryka kamieni młyńskich.

JD: Czytałam o tym.

JH: Jedno miejsce jest delikatne, eteryczne, a drugie mocniejsze, minimalistyczne.

JD: Które jest które? Przyznam, że jeszcze nie dotarłam do Space of Creation, choć mieszkam na Pradze.

JH: Zapraszam – akurat przygotowujemy kolejną wystawę, jutro montaż. Space of Creation jest minimalistyczne, o czystej formie, nowoczesne. Born to Create jest bardziej eteryczne. Space of Creation ma w sobie siłę, dynamikę, ruch, cykl.

JD: Ten rodzaj przestrzeni, stara fabryka, chyba wyjątkowo wpływa na twórców. Czy to miejsce przenosi Panią w tamten czas?

JH: Na pewno jest w niej ogromna energia twórcza, tygiel mobilizacji. Kiedy moje córki były małe, miałam w Born to Create mieszkanie na piętrze z widokiem na pracownię. Próbowałam tu nocować, ale ani jednej nocy nie przespałam. Tu się nie da spać. To miejsce nie zasypia. Tu się tworzy. Od 25 lat przychodzę do pracowni i nigdy nie wychodzę znużona. Twórczy niepokój, którego doświadczam, nie pozwala zasnąć. Born to Create jest dedykowane pracy, projektom, spotkaniom – nie nocnemu wyciszeniu. Uspokoić można się dopiero po realizacji projektu, kiedy spada kortyzol, a rośnie serotonina. Stan ukojenia jest bardzo miły, ale nie jest to stan uśpienia. JD: Pani dorobek obejmuje zarówno spektakle teatralne i musicale, m.in. Koty, We Will Rock You, Wicked czy Taniec wampirów w Teatrze Muzycznym Roma, jak i produkcje operowe Mariusza Trelińskiego – Eugeniusz Oniegin, Madame Butterfly, Król Roger, Otello. Były też międzynarodowe wyróżnienia oraz obecność na liście stu najbardziej wpływowych Polek magazynu Elle. Opera to jednak przestrzeń wykraczająca poza codzienne, „standardowe” ramy fryzjerstwa. Jak te doświadczenia wpłynęły na Pani praktykę twórczą?

JH: To był dla mnie szczególny moment, kiedy dostałam zaproszenie do stworzenia fryzur do Madame Butterfly. Przyjechałam wtedy do Warszawy dla sztuki i mody, poznając inne życie niż to w pracowni. Byłam poruszona, kiedy zobaczyłam swoją pracę na scenie. Miałam pełną wolność twórczą – mogłam stworzyć wizerunek Madame Butterfly zgodny ze swoim stylem. Jedynym wyzwaniem było zdobycie lśniących, długich, prostych włosów – wtedy na rynku praktycznie niedostępnych. Styl minimalistyczny, który dziś jest ikoniczny, dopiero się rodził. Dziś mamy prostownice, przemysł perukarski, ale wszystko zaczyna się od wizji. Madame Butterfly jest do dziś w repertuarze Opery Narodowej i widać, że ten styl się nie starzeje.

JD: Jak pani wspomina początki swojej pracy, porównując je do branży dzisiejszej? Jak Pani zaczynała to co było łatwiejsze a co trudniejsze?

JH: Teraz mamy ogromny dostatek – wiedzy, środków, materiałów. Jest różnorodność kulturowa i wizualna. A ja zaczynałam na początku lat 80., tuż przed stanem wojennym. Pamiętam, jak przedzierałam się na praktyki przez zamieszki, gdzie w powietrzu unosiły się gazy łzawiące. To był trudny czas, a jednocześnie robiliśmy nowoczesne fryzury, bo mistrz fryzjerstwa, u którego się uczyłam, jeździł do Paryża. Wydarzenia dziejące się na ulicy nie przenikały do pracowni – tam rządziła kreatywność i piękno. Wtedy poczułam, co to znaczy kreacja i jaka jest jej siła. Dziś również żyjemy w cieniu wojny, więc takie miejsca jak pracownie są oazami.

JD: W tamtych trudnych czasach kreatywność była chyba jeszcze ważniejsza.

Etyka pracy

💬Dlatego tak bardzo cenię etos pracowni: profesjonalizm, naukę, świadomość potrzeb człowieka i włosów.

JH: Tak, świetny trening na współczesne wyzwania. Ja stawiam na tworzenie, nie niszczenie. Dlatego tak bardzo cenię etos pracowni: profesjonalizm, naukę, świadomość potrzeb człowieka i włosów. Mamy trychologię, kamery, wiedzę naukową – to wszystko zmienia podejście. Kiedyś bazowałam na wizji wynikającej z intuicji. Dzisiaj przy tych urządzeniach i z aktualną wiedzą moja pokora twórcza na pewno się rozwinęła. Tworzymy świadomie, nie tylko impulsywnie. Jednak wtedy wizje młodego kreatora były bezcenne – bez nich nie wystartowałabym w świat. Kiedyś działałam impulsywnie, dziś tworzę bardziej projektowo. A jednocześnie odwaga eksperymentu jest fundamentem – bez niej nie zdobyłabym zaufania tylu ludzi, odbiorców, klientów, instytucji czy też uczniów, którzy mi towarzyszą przez całe życie, tworząc kolejne miejsca.

JD: Czyli mimo większej wiedzy eksperyment wciąż pozostaje ważny?

JH: Bardzo. W teatrze czy filmie robi się studium przypadku, ale w pracowni również trwa ciągłe poszukiwanie. Wiedza daje komfort, ale eksperyment ożywia.

Wartości w świecie twórczym

💬Wciąż myślę o tworzeniu, nie o niszczeniu. W czasach kryzysu ekologicznego i wszelkich innych tworzenie wymaga od nas ciągłej refleksji, odnoszenia się do systemu wartości, pomocny jest twórczy dekalog. Kiedy go wypracujemy - łatwiej się poruszać.

JD: A jeśli chodzi o zasady, kodeks etyczny w pani pracowni?

JH: Każdego roku tworzymy hasło przewodnie związane z wartościami. Razem z córkami często je spisuję, realizuję w formie sesji, filmów, które potem trafiają nie tylko do wąskiego grona, ale są prezentowane na festiwalach czy w galeriach. Wciąż myślę o tworzeniu, nie o niszczeniu. W czasach kryzysu ekologicznego i wszelkich innych tworzenie wymaga od nas ciągłej refleksji, uważności, odnoszenia się do systemu wartości, pomocny jest twórczy dekalog. Kiedy go wypracujemy - łatwiej się poruszać. Dziś pewne rzeczy w mojej pracy są niedopuszczalne. Niektóre zabiegi, kiedyś uznawane za niezbędne, dziś zastępujemy bardziej świadomymi, nieniszczącymi. Cały czas wprowadzamy nowe rozwiązania. 

Sztuka w zetknięciu z życiem

💬Poczułam, spotkanie sztuki z rzeczywistością – jak delikatne jest to, co tworzymy oraz my sami.

JD: W tym kontekście myślę, że warto wspomnieć o projekcie, który Pani stworzyła - Kruche Piękno - który miał też wymiar społeczny. Ten artystyczno-performatywny projekt był związany z tradycją porcelanowych figurek miśnieńskich, rozpadem i kruchością świata a jednocześnie wiązał się z siłą dawania - uczestnicy wydarzenia mogli dobrowolnie wyrazić zgodę na ścięcie swoich włosów i oddanie ich na rzecz Programu Daj Włos! Fundacji Rak’n’Roll, aby mogły z nich powstać peruki dla kobiet w trakcie leczenia onkologicznego.

JH: Tak, lubię projekty zaangażowane społecznie. Kruche Piękno było interpretacją małych rokokowych figurek, także tych polskich – Polak, Polka, Pocałunek polski. Projekt przedstawiał sceny z życia rokoka, czyli okresu historycznego kiedy mój zawód miał największy rozwój; pomady, szampony, perukarstwo. To jedyny moment w historii, gdy polski styl był rozpoznawalny na świecie. Chciałam to odczytać na nowo – od głowy do stóp, wraz z Anią Hupało-Sikorską, Antonią Wolff, Janem Sikorskim, Idalią Sarzyńską, przy wsparciu kostiumografów z ASP, reżyserki, fotografów. A potem wydarzyło się coś mistycznego: podczas finału projektu przyszła powódź na Dolnym Śląsku i woda odsłoniła popękaną porcelanę. Poczułam, spotkanie sztuki z rzeczywistością – jak delikatne jest to, co tworzymy oraz my sami.

JD: Myślę, że to doświadczenie musiało być dla artystki niezwykłe. Zwłaszcza, że znów powiązane z włosami i perukami a więc z nośnikami jakiejś niezwykłej energii.

JH: Bardzo. Włosy mają symbolikę, są właśnie tym nośnikiem energii, komunikacją, ozdobą, historią. Można z nich wiele odczytać. Nic dziwnego, że wzruszają mnie historie o tym, jak rodziny przekazują sobie włosy – jak pani opowieść o prababci, która nosiła doczepiony pukiel włosów swojej wnuczki. To poruszające. A z drugiej strony znamy też dramatyczne historie obcinania włosów jako przemocy. Widziałam nieraz w muzeach warkocze, ścięte włosy w takich aktach, aż brakuje słów. Dlatego też sięgając po sztukę na bazie włosów,  które tak dużo znaczą, często stawiam sobie sama granice, gdzie jest etyka, ponieważ są to osobiste tematy.

Moc pasji

💬Fryzjerstwo stało się pełnoprawną sztuką, dziedziną hair design, a kontakt z innymi twórcami wyzwala energię.

JD: A co panią inspiruje odnośnie pracy twórczej?

JH: Nowe technologie, sztuka, młode pokolenia. Uwielbiam obserwować ludzi, którzy tworzą swój autorski styl. Najbliższa jest mi sztuka, a Space of Creation powstało, aby łączyć jej dziedziny. Fryzjerstwo stało się pełnoprawną sztuką, dziedziną hair design, a kontakt z innymi twórcami wyzwala energię. Dużo osób podało mi w życiu rękę – teraz ja podaję ją innym.

JD: Jak ludzie reagują na Space of Creation?

JH: Z wielkim entuzjazmem, ciekawością i pozytywnym odbiorem prezentowanych tam działań. Mamy rzemiosło, design, modę, a przede wszystkim sztukę w różnych odsłonach. Space of Creation jest multidyscyplinarną pracownią, wyposażoną zarówno do kreacji wizerunku, edukacji, jak i prezentacji sztuki. Znajduje się blisko kładki pieszej nad Wisłą, po stronie Pragi – artystycznej dzielnicy. Każdy, kto przychodzi, mówi: „Piękne miejsce!”, „Miła obsługa i przyjemna herbata, ciekawe spotkania”. To miejsce artystycznych i kulturalnych spotkań.

Branża w Polsce

💬W wielu miejscach Europy łatwiej połączyć życie prywatne z zawodowym. Tam po pracy zostaje jeszcze przestrzeń na życie. U nas – żeby utrzymać się ekonomicznie – pracuje się długo.

JD: Jak Pani ocenia dzisiejszą pracę w branży fryzjerskiej w Polsce? JH: W Polsce nigdy nie było łatwo w naszej branży. Dziś mierzymy się z kryzysem na wielu poziomach – ekonomicznym, ale też wynikającym z życia w strachu i niepewności. Do tego dochodzi kryzys ekologiczny, który wymusza rezygnację ze spontanicznej kreatywności na rzecz bardziej racjonalnej, co uważam za dobry kierunek. Widzę, jak wiele miejsc wciąż się pojawia i znika. Miło patrzeć na pracownie, które, jak moja, wciąż trwają. Warszawską otworzyłam równo w 2000 roku, ale to lata 90. były największym rozkwitem branży modowo-kosmetycznej. Niektóre pracownie przetrwały, wielu już nie ma. To smutne. Ale jednocześnie widzę, że czujemy się obywatelami Europy – coraz więcej osób wyjeżdża, pracuje równolegle w różnych miejscach. Sama rozważam franczyzę międzynarodową.

JD: A co jest za granicą takiego, czego nie ma w Polsce? Dlaczego ludzie wyjeżdżają?

JH: W wielu miejscach Europy łatwiej połączyć życie prywatne z zawodowym. Tam po pracy zostaje jeszcze przestrzeń na życie. U nas – żeby utrzymać się ekonomicznie – pracuje się długo. Do tego dochodzą krótkie dni jesienią i zimą, braki światła, witaminy D… A nocne życie jest na tyle wyczerpujące, że trudno funkcjonować następnego dnia. To wymusza racjonalizm.

JD: Czy trendy w branży fryzjerskiej są dla Pani ważne, czy bardziej własny styl?

JH: Trendy są bardzo ważne, bo przynoszą nową energię. Styl jest kotwicą, ale zawsze ewoluuje wraz z trendami. Trendy ożywiają, pozwalają porzucić komfort przewidywalności i poszukać nowych rozwiązań. To jedna z przyjemniejszych części naszej pracy – działa wyobraźnia, pracuje się z ludźmi i dla ludzi. Trendy są jak wiosna: przynoszą radość tworzenia. Dzięki nim mamy w życiu wiele twarzy.

Kultura organizacji

💬Bardzo się cieszę, że razem z córkami tworzymy wspólnie przestrzenie i wizje.

JD: Jeśli chodzi o styl pracy: Pani praca jest bardziej indywidualna czy wspólnotowa?

JH: Jedno i drugie. Może brzmi to jak trudne do pogodzenia, ale jest konieczne. Zespół Born to Create to grupa twórców – każdy ma swoją indywidualność i wypracowany styl, ale razem tworzymy wspólny język. Jest przestrzeń na osobowość i jednocześnie jesteśmy zespołem.

JD: Pracuje Pani z córkami?

JH: Tak. Każda z nas ma inną siłę osobowości, ale łączy nas kreatywność, twórczość, rzemiosło i sztuka. Tworzymy, świadczymy usługi, produkujemy, a jednocześnie mamy zaplecze leśne – miejsce na zioła, odpoczynek, prywatność. To nas scala jako rodzinę. W pracowni mamy jasny podział: Antonia jest art directorem, Ania – dyrektorką rozwoju. Ania zajmuje się rękodziełem, Antonia fotografią i odpowiada za off-site’ing. Jest z nami także Jan - manager, zajmuje się produkcją i fotografią, mąż Ani. Właściwie od początku to była firma rodzinna – zakładałam ją z tatą Antonii – a dziś ma po prostu inny obraz. Bardzo się cieszę, że razem z córkami tworzymy wspólnie nasze przestrzenie i wizje.

Fryzjerstwo jako życiowa siła 

💬Mimo dekad w zawodzie wiem, że jeszcze nie wyczerpałam wszystkich możliwości.

JD: A miała Pani momenty, kiedy chciała zupełnie odejść od tego zawodu?

JH: Nigdy. Na bazie umiejętności pracy z włosami mogę zrobić wszystko – to ocean możliwości.

JD: Czyli talent manualny jest bardzo użyteczny?

JH: Tak, ale przede wszystkim ta praca mnie rozbudza. Potrzeba bycia potrzebną, sprawczą, w kontakcie z ludźmi – to daje mi siłę. Z mojej profesji wynika możliwość tworzenia publikacji, projektów, badań – wszystkiego. To bezkres, bo dotyczy życia. Włosy odzwierciedlają zdrowie człowieka, są nośnikiem informacji. Mimo dekad w zawodzie wiem, że jeszcze nie wyczerpałam wszystkich możliwości.

JD: A ma Pani swoje miejsce ukojenia? Swoje święte miejsce?

JH: Najwięcej ukojenia czuję, kiedy mam nożyczki w ręce. To naprawdę wspaniały stan. Mam też swoją leśną przestrzeń – moje naturalne laboratorium. Zbieram tam zioła, szczególnie pokrzywy, moje święte zioło. W naturze odpoczywam inaczej – biochemia lasu regeneruje każdą komórkę po świecie, który często oddala się od natury.

O celach i marzeniach

💬Mam nadzieję, że nic mnie nie zatrzyma.

JD: Jakie są Pani plany na przyszłość? Coś nowego kreśli się już na horyzoncie?

JH: Teraz cieszymy się 25-leciem i pracownią na Pradze – już działa, ale wymaga standaryzacji. Mam wiele planów wnętrzarskich, produktowych i produkcyjnych. Przyszły rok dedykujemy projektowi „Po nitce do kamienia, papieru, nożyczek, ziół i lustra” – to cały kłębek wspaniałości: sesja, film, nowe realizacje. Mam nadzieję, że zaprezentujemy to podczas Nocy Muzeów i na Festiwalu Góry Literatury, w Paśmie Sztuki. Chcemy stworzyć nowoczesne, multimedialne lustra – narzędzie do prezentacji stylu, analizy trychologicznej, ale również do wyświetlania filmów i grafik. To duże wyzwanie i nasze najbliższe cele – jest ich dużo, dobrze, że mam tak silny zespół i córki, które współtworzą wszystko. Tylko potrzebuję, żeby świat się trochę uspokoił, bo mam naprawdę wiele planów. To moje życzenie do wszechświata. Jestem wdzięczna, choć czas nie jest łatwy. Mam nadzieję, że nic mnie nie zatrzyma.

JD: I tego właśnie Pani życzymy. Dziękuję bardzo za rozmowę.

JH: Dziękuję.

Pozostałe historie

Zaufanie do zawodów: kto króluje w rankingach, a kto kończy stawkę?
Aktualności | raporty | rynek pracy

Zaufanie do zawodów: kto króluje w rankingach, a kto kończy stawkę?

Kobiety w STEM: potrzebujemy ich więcej! cz. II
Aktualności | DEI | Gender Gap | Kobiety | raporty | równouprawnienie

Kobiety w STEM: potrzebujemy ich więcej! cz. II

Kobiety w STEM: potrzebujemy ich więcej! cz. I
Aktualności | DEI | Gender Gap | Kobiety | raporty | równouprawnienie

Kobiety w STEM: potrzebujemy ich więcej! cz. I

Gdzie leży problem rozwoju energetycznego w Polsce?
Aktualności | Kobiety | Kultura bezpieczeństwa pracy | offshore | równouprawnienie

Gdzie leży problem rozwoju energetycznego w Polsce?