Wstecz

„Dla nas rodzice są ekspertami przez doświadczenie” - rozmowa z Magdaleną Kowalską, założycielką i prezeską Instytutu Mindset wspierającego dzieci, młodzież i ich rodziny w kryzysie psychicznym.

Zdrowie psychiczne dzieci nie istnieje w oderwaniu od doświadczeń ich rodzin. O tym, dlaczego rodzice są ekspertami przez doświadczenie i jak skutecznie wspierać dzieci w kryzysie psychicznym, rozmawiamy z Magdaleną Kowalską z Instytutu Mindset

„Dla nas rodzice są ekspertami przez doświadczenie” - rozmowa z Magdaleną Kowalską, założycielką i prezeską Instytutu Mindset wspierającego dzieci, młodzież i ich rodziny w kryzysie psychicznym.

Kryzys psychiczny dzieci zaczyna się wcześniej niż nam się wydaje  

Wiktoria Ozimek, Redaktorka Naczelna Jobs Door: Według danych NFZ liczba dzieci i młodzieży objętych pomocą psychiatryczną i psychologiczną wzrosła o ponad 34% w latach 2019–2023. Właściwie też z tego, co obserwuję, od jakiegoś czasu zaczęto bardzo dużo mówić o zdrowiu psychicznym i kryzysie psychicznym — już nie tylko w kontekście dzieci i młodzieży. Powstało wiele raportów i analiz. Ale z Twojego doświadczenia, a także z doświadczenia całego Instytutu, z czym najczęściej się mierzycie, jeśli chodzi o problemy dzieci, młodzieży i młodych dorosłych? Jakiego typu są to trudności? Jakie diagnozy pojawiają się najczęściej? 

Magdalena Kowalska, Prezeska zarządu i założycielka Instytutu Mindset: To, co najczęściej obserwujemy — a obserwujemy to w grupie dzieci i młodzieży, która już jest w trakcie leczenia psychiatrycznego — to przede wszystkim zaburzenia lękowe, depresja, próby s., samookaleczenia, problemy z regulacją emocji, zaburzenia opozycyjno-buntownicze, a także zaburzenia neurorozwojowe. U starszych dzieci zdarzają się też pierwsze hospitalizacje związane z epizodami psychotycznymi. W takich sytuacjach konieczna jest hospitalizacja, obserwacja, a następnie postawienie diagnozy. 

Jeśli chodzi o źródła tych problemów, to my nie mamy dostępu do historii medycznej pacjentów. To nie są nasi pacjenci — jako organizacja zewnętrzna wspieramy oddziały psychiatrii dziecięcej. Natomiast w przypadku dzieci i młodzieży w trakcie hospitalizacji, jak i młodych wspieranych ambulatoryjnie źródła problemów psychicznych są podobne. Najczęściej są to różnego rodzaju dysfunkcje w środowisku domowym, brak odpowiedniego wsparcia ze strony dorosłych, przemoc w różnej postaci i również przemoc rówieśnicza. Obserwujemy też, że dzieciom i nastolatkom brakuje podstawowych umiejętności społecznych: kompetencji związanych z komunikacją, stawianiem granic, rozumieniem własnych potrzeb, rozpoznawaniem emocji i regulowaniem ich. Brakuje im wiedzy o tym, co dzieje się, gdy ignorujemy sygnały, które niosą emocje. Można powiedzieć, że są to konsekwencje niedostatecznej psychoedukacji i edukacji emocjonalnej. Świat wokół nas bardzo szybko się zmienia, co dokłada nam wyzwań wychowawczych. Mam wrażenie, że nie nadąża za nimi ani szkoła, ani sami rodzice. 

Nie ma jednej rady dla wszystkich rodziców 

Zacznijmy wspierać swoje dzieci od zadbania o siebie i o swoją relację — małżeńską czy partnerską, niezależnie od jej formy.  Poza tym, interesujmy się ich światem. Będąc blisko, widzimy więcej. 

Wiktoria: Przeczytałam też na stronie Waszego Instytutu, że Polska zajmuje trzecie miejsce na świecie pod względem wskaźnika wypalenia rodzicielskiego. Jak to wygląda w praktyce? Działania Instytutu są bardzo kompleksowe. Z jednej strony prowadzicie arteterapię w ramach projektu Kalejdoskop na oddziałach psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży, z drugiej oferujecie darmowe konsultacje dla rodziców, a także warsztaty. Jak więc pomagać rodzicom? Jak wspierać ich w reagowaniu na pierwsze objawy? Jakie sygnały warto rozpoznawać? Wiem, że istnieje wiele specjalistycznych zaleceń, ale jaka byłaby taka pierwsza wskazówka? Co robić, gdy nie mamy narzędzi, jesteśmy wypaleni, szkoła nie nadąża, a dzieci są rozproszone przez media społecznościowe, które wpływają przecież na całe pokolenie? Jaka byłaby pierwsza rada dla rodziców? 

Magda: Nie ma jednej uniwersalnej rady dla wszystkich rodziców. Każda rodzina ma inne zasoby i inne deficyty w radzeniu sobie z wychowaniem oraz przechodzeniem przez kolejne etapy rozwoju psychospołecznego dziecka. Natomiast jest jedna rzecz, którą mogłabym polecić wszystkim rodzicom — nie tylko tym, których dzieci mają trudności. Chodzi o zadbanie o siebie. Dorosły, który nie ma zasobów, jest zmęczony, nie potrafi w zdrowy sposób regulować własnych emocji i nie rozumie sposobu, w jaki je komunikuje, nie będzie w stanie stworzyć dziecku bezpiecznego środowiska do rozwoju. Podobnie rodzice, którzy wzajemnie się nie wspierają. W efekcie nie budują stabilnego i bezpiecznego domu, w którym dziecko mogłoby mierzyć z naturalnymi napięciami, jakie pojawiają się szczególnie w okresie dojrzewania. 

Dlatego zacznijmy wspierać swoje dzieci od zadbania o siebie i o swoją relację — małżeńską czy partnerską, niezależnie od jej formy. Poza tym, interesujmy się ich światem. Będąc blisko widzimy więcej. Jeżeli zauważamy, że dziecko nie radzi sobie z obowiązkami szkolnymi, relacjami rówieśniczymi albo pojawiają się zachowania, które nas niepokoją — rozmawiajmy, reagujmy. Może to być nagłe wycofanie z relacji, zamykanie się w pokoju, utrata apetytu albo przeciwnie — wzrost agresji czy nadmiernej pobudliwości. Nie są to jeszcze powody do paniki, ale z pewnością sygnały wymagające większej czujności ze strony rodziców. Często takie zachowania są formą komunikatu ze strony dziecka. 

Wiktoria: Jaka jest idea Instytutu, która przyświeca tworzeniu dla rodziców odpowiednich systemów, z których mogą korzystać w czasie kryzysu swojego dziecka? 

Chcemy budować społeczność rodziców, którzy mają podobne doświadczenia, mogą się wzajemnie wspierać i przełamywać poczucie osamotnienia, które często pojawia się, gdy dziecko choruje. Mamy też taką filozofię działania, że to my uczymy się od rodziców. Myślę, że w przestrzeni publicznej, w debacie dotyczącej zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, ta narracja jest często odwrócona. Jest prowadzona z góry na dół — na górze stoją eksperci, psychologowie, psychiatrzy czy psychoterapeuci, którzy mówią rodzicom, jak powinni wychowywać dzieci, co robią źle i co należałoby zmienić. To tworzy presję a jednocześnie bywa oderwane od codziennych doświadczeń rodzin. Może się okazać, że dziecko wcale nie potrzebuje psychoterapii by poczuć się lepiej. Być może potrzebuje zajęć, które pozwolą mu budować relacje, poczucie sprawczości i przynależności. Jeśli jedyne, co robi po szkole, to siedzi samotnie w pokoju ze smartfonem, bo rodzice są w pracy, nie ma rodzeństwa ani możliwości spotkań z rówieśnikami, to właśnie stworzenie przestrzeni do rozwijania zainteresowań może być dla niego bardziej wspierające niż prywatna psychoterapia. Mam więc sporo zastrzeżeń do psychoterapeutyzowania codzienności rodzin. Chciałabym, aby nasza fundacja była miejscem, w którym głos rodziców jest naprawdę słyszany i w którym pokazujemy ich rzeczywistość taką, jaka ona jest. 

Wiktoria: Czyli jest to podejście oddolne. 

Magda: Tak. Dlatego jesteśmy obecni na oddziałach psychiatrycznych. Najpierw słuchamy, uczymy się i obserwujemy, a dopiero później projektujemy rozwiązania. 

Wiktoria: Z mojej socjologicznej perspektywy jest to bardzo ważne. Terapia bywa czasem mocno indywidualizująca. Oczywiście często jest niezwykle pomocna, ale nie zawsze pozwala odbudować relacje społeczne czy zmienić warunki, w których funkcjonujemy. Nie naprawi wszystkich problemów związanych z naszym otoczeniem i siecią społeczną. 

Magda: Nie chciałabym dewaluować psychoterapii, bo są sytuacje, w których jest ona bardzo potrzebna, a czasem wręcz niezbędna. Mam jednak wrażenie, że stała się dziś odpowiedzią na niemal każdy problem związany ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży. Bardzo często, gdy pojawia się pytanie, jak wspierać zdrowie psychiczne młodych ludzi, odpowiedzią jest finansowanie prywatnej psychoterapii. Tymczasem psychoterapia nie zawsze rozwiązujemy źródło problemu. Czasem przypomina to raczej przyklejanie plastra na ranę niż leczenie jej przyczyn. 

Wiktoria: A co moglibyśmy zrobić na poziomie polityki społecznej, rodzinnej czy rynku pracy? Jak ważne są rozwiązania wspierające rodziców, zwłaszcza samotnych? Mam wrażenie, że czasami skupiając się wyłącznie na terapii indywidualnej, zapominamy o tym, że istnieją również rozwiązania systemowe, które mogłyby poprawić sytuację rodzin. 

Magda: Bardzo ważnym obszarem jest kultura pracy. To temat, który regularnie pojawia się w rozmowach z rodzicami. To pokazuje, że sytuacja zawodowa rodziców ma ogromny wpływ na kondycję całej rodziny. Dużo mówi się dziś o work-life balance, dobrostanie pracowników czy przyjaznych miejscach pracy. Pytanie brzmi, co realnie za tym stoi. Czy pracodawcy rzeczywiście rozumieją, z jakimi wyzwaniami mierzą się współcześni rodzice? Jak trudno jest pogodzić rozwój zawodowy z byciem obecnym i uważnym rodzicem? To wymaga ogromnej organizacji, wysiłku i często wielu kompromisów. To obszar, który wymaga dalszej rozmowy i większej autentyczności. Jako fundacja nie tworzymy programów wpływających na politykę HR firm, ale możemy dzielić się doświadczeniami rodzin, z którymi pracujemy, i pokazywać, jak ważną rolę odgrywa w tym wszystkim środowisko pracy. 

Rodzice są ekspertami przez doświadczenie 

Chciałabym, aby nasza fundacja była miejscem, w którym głos rodziców jest naprawdę słyszany i w którym pokazujemy ich rzeczywistość taką, jaka ona jest.   

Wiktoria: Zaciekawiło mnie też Wasze hasło, że „nie ma Was na billboardach”. To wydało mi się interesujące, bo trochę odróżnia Was od zjawiska, które coraz częściej obserwuję — swego rodzaju „mental healthwashingu”. Kiedyś mówiło się głównie o greenwashingu, dziś zdrowie psychiczne bywa czasem wykorzystywane jako element promocji. Mam jednak wrażenie, że dzięki swojej pracy i bliskości rodziców możecie pełnić rolę rzecznika ich doświadczeń. Oddawać głos tym, którzy naprawdę mierzą się z tymi problemami, zamiast opierać debatę wyłącznie na perspektywie ekspertów. 

Magda: Zdecydowanie tak. Dla nas rodzice są ekspertami przez doświadczenie. Wszystko zaczyna się od doświadczeń dzieci, młodzieży i ich rodzin. To ich słuchamy najpierw. Na tej podstawie wyciągamy wnioski, uczymy się i dopiero wtedy zapraszamy ekspertów do współpracy. Nie przychodzimy do rodziców z gotowymi teoriami i receptami. Staramy się wspólnie szukać rozwiązań, które będą adekwatne do ich sytuacji. Tak też powstał program Kalejdoskopy. Była to odpowiedź na realną potrzebę oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży. Moja obecność na oddziale zaczęła się od obserwacji. Spędzaliśmy czas z dziećmi, patrzyliśmy, jak funkcjonują, co lubią, czego potrzebują, jak wygląda ich rytm dnia, w jakiej są formie, gdy przychodzą na warsztaty w godzinach popołudniowych, jak pracuje personel medyczny itd. Dopiero na tej podstawie zaczęliśmy tworzyć program. Każdy oddział jest inny. Na niektórych prowadzimy zajęcia w weekendy, bo wtedy niewiele się dzieje. Na innych pracujemy w tygodniu. W każdym miejscu dostosowujemy scenariusze do specyfiki oddziału i potrzeb pacjentów. Przyjście z gotowym rozwiązaniem prawdopodobnie nie pozwoliłoby odpowiedzieć na rzeczywiste potrzeby ani szpitala, ani samych dzieci. Zaczęliśmy też szkolić naszych wolontariuszy z zakresu arteterapii. Zauważyliśmy bowiem, że choć posiadają solidne przygotowanie psychologiczne, to potrzebują dodatkowych kompetencji w obszarze pracy twórczej. 

Najpierw obserwacja, potem działanie. Jak działa Kalejdoskop? 

Nasza fundacja stała się miejscem rozwoju dla osób planujących karierę w zawodzie psychologa czy psychoterapeuty, z czego się bardzo cieszę. Dla wielu osób jest to okazja do zweryfikowania własnej ścieżki zawodowej — sprawdzenia, czy taka praca jest dla nich. 

Wiktoria: Czym właściwie jest arteterapia? Jak wyglądają takie zajęcia? 

Magda: Arteterapia to forma pracy terapeutycznej wykorzystująca twórczość. Opiera się przede wszystkim na wzmacnianiu zasobów i mocnych stron dzieci. Na oddziałach prowadzimy zajęcia wykorzystujące sztuki wizualne, biblioterapię, czyli pracę ze słowami, opowiadaniami, baśniami czy poezją. Korzystamy również z muzyki, rytmu, dźwięku oraz elementów pracy z ciałem, takich jak relaksacja, techniki oddechowe. Naszym celem jest stworzenie bezpiecznej, kreatywnej przestrzeni, w której dzieci mogą wyrażać siebie za pomocą różnych form sztuki i zabawy. Arteterapia pomaga regulować emocje, z czym bardzo często pacjenci mają problem. Badania pokazują, że aktywność twórcza obniża poziom kortyzolu i sprzyja relaksacji. To co robimy na oddziałach nie zastępuje psychoterapii, ale jest pięknym uzupełnieniem procesu leczenia. Czasami pracujemy bezpośrednio z emocjami, ale poprzez twórczość. Złość może zostać wyrażona kolorem, obrazem czy dźwiękiem. Dla wielu dzieci jest to znacznie łatwiejsze niż rozmowa. Bardzo często to, czego nie potrafią powiedzieć, pojawia się właśnie w tworzonych przez nie pracach. Praca z młodszymi dziećmi wygląda inaczej niż z nastolatkami. Jest więcej spontaniczności, zabawy i nieprzewidywalności. Trudniej utrzymać sztywno zaplanowaną strukturę zajęć, dlatego potrzebna jest duża elastyczność. Na jednym oddziale możemy mieć grupę piętnastu czy dwudziestu dzieci, z których każde ma inne potrzeby. Jedne potrzebują większej stymulacji i aktywności, inne spokojniejszej pracy rozwijającej wyobraźnię i kreatywność. Ze starszymi dziećmi można już pracować bardziej strukturalnie. Tam ważny jest ciekawy pomysł i angażująca forma. Jeśli zajęcia nie będą interesujące, po prostu nie będą chcieli w nich uczestniczyć. To właśnie ta różnorodność sprawia, że ta praca jest tak wymagająca, ale też niezwykle rozwijająca.  

Nasza fundacja stała się miejscem rozwoju dla osób planujących karierę w zawodzie psychologa czy psychoterapeuty, z czego się bardzo cieszę. Umożliwiamy im zdobycie doświadczenia w warunkach klinicznych. To możliwość poznania specyfiki pracy z dziećmi i nastolatkami, a także oswojenia się z wyzwaniami oraz trudnościami, z jakimi mierzą się pacjenci. Dla wielu osób jest to okazja również do zweryfikowania własnej ścieżki zawodowej — sprawdzenia, czy taka praca jest dla nich. Dużą wartością jest też rozwój w obszarze arteterapii. Kładziemy na to szczególny nacisk, organizując szkolenia z arteterapii iterapii zajęciowej. Są to dodatkowe narzędzia, które mogą później wykorzystywać w swojej praktyce, nawet jeśli ostatecznie nie wybiorą ścieżki arteterapeutycznej. Fundacja finansuje te szkolenia, dlatego są one dla wolontariuszy bezpłatne. Oczywiście każdy wolontariusz musi również przejść obowiązkowe szkolenia z zakresu bezpieczeństwa i procedur obowiązujących w szpitalach. 

Wiktoria: Rozumiem, że wolontariusze na bieżąco dzielą się też swoimi doświadczeniami i przekazują feedback, który pomaga rozwijać program? 

Magda: Tak. Nasze scenariusze są stale aktualizowane. Uczestniczymy w międzynarodowych konferencjach i seminariach. Współpracujemy z wieloma organizacjami, szczególnie zagranicznymi, dzięki czemu możemy uczyć się od najlepszych specjalistów i wdrażać ciekawe rozwiązania z obszaru arteterapii. To również wartość dla naszych wolontariuszy. Nie każdy ma możliwość wyjazdu na zagraniczną konferencję czy uczestniczenia w międzynarodowym środowisku zawodowym. Staramy się więc przenosić tę wiedzę do naszej codziennej pracy i dzielić się nią z zespołem. Regularnie organizujemy także interwizje. To spotkania, podczas których omawiamy trudności pojawiające się w pracy, wymieniamy doświadczenia i wspólnie szukamy rozwiązań. Każdy wolontariusz może opowiedzieć nie tylko o swoich obserwacjach zawodowych, ale również o tym, co osobiście sprawia mu trudność, z czym sobie nie radzi i w jakich obszarach potrzebuje wsparcia. Bardzo cieszą mnie też sytuacje, gdy osoby przychodzące do nas bez żadnej wiedzy o arteterapii odkrywają, że właśnie w tym kierunku chcą się dalej rozwijać. Pracujemy również w oparciu o superwizję, ponieważ zależy nam na jakości i bezpieczeństwie naszej pracy. Obecnie prowadzimy kolejną rekrutację. Co ciekawe, po razpierwszy odbywa się ona bez szerokiego ogłaszania naboru. W poprzedniej edycji zgłosiło się do nas więcej osób, niż mogliśmy przyjąć. Część kandydatów pozostała z nami w kontakcie i właśnie do tych osób wracamy w pierwszej kolejności. 

Wiktoria: Czyli pamiętacie o osobach, które wcześniej się zgłaszały. 

Magda: Tak, jak najbardziej. 

Przyszłość Instytutu 

Zamiast koncentrować się na szybkim skalowaniu działań i obecności w kolejnych placówkach, wolimy jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby tam, gdzie już jesteśmy. Naszym priorytetem jest dalsza profesjonalizacja wolontariatu, rozwój zespołu oraz uruchomienie grup wsparcia i programów psychoedukacyjnych dla rodziców. To wymaga stabilnego finansowania. Myślimy też o jeszcze większym wsparciu dzieci przebywających na oddziałach. Szczególnie tych najmłodszych. Zdarza się, że nie wszystkie dzieci są odwiedzane przez bliskich.  

Wiktoria: Ostatnie pytanie: jakie są plany instytutu na przyszłość? 

Magda: Naszym najważniejszym celem jest dziś rozwój programów skierowanych do rodziców. Prowadzimy konsultacje i stale wspieramy rodziny, które się do nas zgłaszają, ale nie promujemy tej działalności na dużą skalę. Po prostu nie mamy jeszcze takich zasobów finansowych. Jednocześnie nadal rozwijamy program Kalejdoskopy. Nie planujemy jednak w najbliższym czasie rozszerzania działalności o kolejne szpitale czy oddziały. Chcemy skupić się na miejscach, w których już jesteśmy obecni. Naszym priorytetem jest dalsza profesjonalizacja wolontariatu, rozwój zespołu oraz uruchomienie grup wsparcia i programów psychoedukacyjnych dla rodziców. To wymaga stabilnego finansowania. Chcielibyśmy mieć pewność, że jeśli uruchomimy program, będzie on działał długofalowo, a nie tylko w ramach pojedynczej edycji pilotażowej. 

Wiktoria: Czyli jeśli uda się pozyskać środki, takie programy mogłyby stać się stałym elementem działalności Instytutu? 

Magda: Taki jest nasz cel. Myślimy też o jeszcze większym wsparciu dzieci przebywających na oddziałach. Szczególnie tych najmłodszych. Zdarza się, że nie wszystkie dzieci są odwiedzane przez bliskich. Niektóre nie mają rodziców, inne nie mają możliwości regularnych kontaktów z rodziną. Z obserwacji takich sytuacji zrodził się pomysł na dodatkowe działanie, nad którym obecnie intensywnie myślimy. To przykład rozwiązania, którego nie da się wymyślić zza biurka. Trzeba być blisko tych dzieci i widzieć, czego naprawdę doświadczają. Widzimy, że pobyt na oddziale może czasem wiązać się z dodatkowymi trudnymi przeżyciami. Dziecko trafia tam po pomoc, ale jeśli jednocześnie doświadcza samotności i braku wsparcia ze strony bliskich, jego cierpienie może się pogłębiać. Dlatego zamiast koncentrować się na szybkim skalowaniu działań obecności w kolejnych placówkach, wolimy jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby tam, gdzie już jesteśmy. Chcemy być bliżej dzieci, które naprawdę nas potrzebują. Na dziś to naszenajważniejsze kierunki rozwoju. 

Wiktoria: W takim razie życzę powodzenia w dalszym rozwoju. Bardzo dziękuję za rozmowę. Była dla mnie niezwykle ciekawa i otwierająca. 

Magda: Bardzo dziękuję za zaproszenie i za rozmowę. 

 

Pozostałe historie

„Moja rola nie polega wyłącznie na tworzeniu i utrzymywaniu kanałów komunikacyjnych i treści. W dużej mierze jest to także budowanie połączeń między ludźmi” – rozmowa z Julianem Mazurem, ekspertem employer brandingu w Inter Cars 
historie | kariera | Pracodawca | Pracownik | przekwalifikowanie | rynek pracy

„Moja rola nie polega wyłącznie na tworzeniu i utrzymywaniu kanałów komunikacyjnych i treści. W dużej mierze jest to także budowanie połączeń między ludźmi” – rozmowa z Julianem Mazurem, ekspertem employer brandingu w Inter Cars 

„Różnorodność jest dla mnie dużą wartością. Employer branding w praktyce rzadko mieści się w sztywnych ramach” - rozmowa z Julianem Mazurem, ekspertem ds. employer brandingu w Inter Cars.
Aktualności | DEI | głos pracodawców | historie | kariera | podnoszenie kwalifikacji | Pracodawca | Pracownik | przekwalifikowanie | rynek pracy | szukanie pracy

„Różnorodność jest dla mnie dużą wartością. Employer branding w praktyce rzadko mieści się w sztywnych ramach” - rozmowa z Julianem Mazurem, ekspertem ds. employer brandingu w Inter Cars.

Pride month: czy transkrypcje małżeństw par jednopłciowych pomogą równości?
Aktualności | polityka | równouprawnienie

Pride month: czy transkrypcje małżeństw par jednopłciowych pomogą równości?

Kilka refleksji na Dzień Dziecka w czasach niskiej dzietności w Polsce
Aktualności | pokolenie | raporty

Kilka refleksji na Dzień Dziecka w czasach niskiej dzietności w Polsce